Prywatna, jak gotówka.
Sklep nie dowiaduje się, kto płaci, a dzisiejszego zakupu nikt nie łączy z wczorajszym.
Dlaczego Qashmore
Sklep nie dowiaduje się, kto płaci, a dzisiejszego zakupu nikt nie łączy z wczorajszym.
Bez zasięgu, bez prądu, bez problemu — można zapłacić w sklepie albo przekazać pieniądze znajomemu, mając przy sobie tylko telefony.
Nie dlatego, że ktoś jej pilnuje, ale dlatego, że matematyka tego zabrania. Nie ma centralnego klucza głównego, który dałoby się ukraść.
Kto wyda te same pieniądze dwa razy, tego system wskaże dokładnie — podczas gdy każdy, kto zapłacił uczciwie, pozostaje w pełni anonimowy.
Nie nowa waluta — nośnik: dziś forint, jutro cyfrowe euro albo dowolny inny aktyw cyfrowy. Korzystanie z niego nigdy nie oznacza rezygnacji z własnych pieniędzy.
Weryfikacja płatności kosztuje niemal nic, więc sprzedawca płaci ułamek dzisiejszego kosztu obsługi kart — a większa część tej wartości zostaje w lokalnej gospodarce.
Wobec sprzedawcy — anonimowo, wobec własnego banku — nigdy. Wartość może wejść i wyjść wyłącznie przez licencjonowaną instytucję, gdzie kontrole przeciwdziałania praniu pieniędzy już działają — więc droga pieniądza pozostaje możliwa do prześledzenia, a mimo to nikt nie zyskuje narzędzia do podglądania cudzych zakupów. To zamyka luki gotówki sprzyjające praniu; nie otwiera okna na płacącego.
Najmocniejszy zarzut wobec cyfrowego pieniądza publicznego zawsze brzmiał: ktoś, gdzieś, będzie mógł zobaczyć każdy zakup. Qashmore odpowiada na to konstrukcją, nie obietnicą: tożsamości nie ma w transakcji, więc nie ma na co patrzeć. Nadzór odbywa się na krawędziach — tam, gdzie wartość wchodzi i wychodzi — a nie przez ramię płacącego.
Ważnego banknotu nie da się podrobić; jedynym atakiem jest próba wydania prawdziwych pieniędzy dwa razy. Przy następnej synchronizacji z siecią system wskazuje dokładnie pierwotnego oszusta — i nikogo innego w łańcuchu, ani przed nim, ani po nim. Gwarancja emitenta wyrównuje stratę uczciwemu odbiorcy, więc strata spada na oszusta, nie na ofiarę.
Qashmore to nośnik, nie waluta. Dziś przenosi forinta; jutro euro, dolara, jena, donga czy juana — i tak samo dowolny inny zdigitalizowany aktyw. Jeśli pojawi się cyfrowe euro, przeniesie i je, a przejście stanie się wymianą waluty, nie wymianą systemu.
Żadnego nowego aktywu, żadnego kursu, żadnego handlu. To infrastruktura płatnicza: cyfrowy banknot wydany przez bank, wart dokładnie tyle, ile banknot.